Kompot sliwkowy

Archiwum z lipiec, 2004

Cielistość natury

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 31 lipiec 2004

Słychać gałęzienie i szum lasu
Strumyk owodnił się mokrzyście
Każdy kamień mieni się w słońcu
Ziemia żywa chowa się w cieniu
Cień szuka schronienia niemożliwie
Cisza, ciepło, miękkość powietrza
Wtem wir cząsteczek się wzmorzył
Niespodzianka w trawie zalegała
Bezdechem i beztętnem zajęta
Kobieta skórzana usiadła
Galaretkami szukająca czegoś wokół
Pojawił się hologramiczny On
Marzenie przedstawiający
Poranny, świeży, niezakłócony
Spojrzeniem panny nie skaził
Przysiadł z wolna i wtedy dopiero
Posunął galaretki po jej stopach
Stopa zpantoflała lekko
Poruszyła palcami smukle
Co dreszczem kark jemu zalało
Z opończoszonych jej ud
Ku trawie opuścił się materiał
Jemu za dużo już było
Lecz On jej był,
Więc trwał dalej
Papilare swe po meszku
Brzucha Jej poprowadził
Słońce chyba mocniej zaświeciło
Bo gorączka ogarnęła ich ciała
Nie dobra? Nie, samotna
Przyległ do niej ramionami
Ułamkiem ust wodził po karku, po szyi, poliku
Ich drżenie organiczne
Z rżeniem konia się mieszało
A las patrzył i wymilkał
Dąb zkorzył się wstydliwie
I tak świat z naturą cielisty
Z ciałem naturalnym wiruje

Opublikowany w INNE | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Mężczyzna

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 28 lipiec 2004

Ranek
zamykam oczy
widzę tego jedynego
idzie przez mój pokój
Patrzy
uśmiecha się
podchodzi bliżej mnie
całuje namiętnie moje usta
Pobudka
rozglądam się
wracam do rzeczywistości
w pomieszczeniu jestem ALONE
Idea
opuszczam dom
rozglądam się łapczywie
szukam mężczyzny na ulicach
Tłum
widzę go
biegnę co tchu
zaczynam z nim rozmawiać
Spotkanie
moje mieszkanie
jemy razem kolacje
świece migoczą miedzy nami
Zmrok
burza myśli
dreszcz łaskocze ciało
podniecenie ogarnia nas BOTH
Noc
nagie ciała
dotyk na twarzy
usta na miękkiej skórze
Ranek
on zadowolony
ja bardzo HAPPY
leżymy przytuleni na łóżku
Pożegnanie
całuje mnie
ja całuje jego
jestem bardzo szczęśliwym MĘŻCZYZNĄ

Opublikowany w INNE | Otagowane: | Zostaw Komentarz »

Czas długi

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 25 lipiec 2004

W pokoju ramiona Twego zapachu
pochłonęły mnie całą,
przyciągnęły do siebie i ogrzały.
pachnie tak, jakbyś ciągle tu był,
nawet zdaje mi się widzieć Cię,
jak przesuwasz się po pokoju.
szukam obłędnie Twojego ciała,
tak dawno się widzieliśmy!
tęsknię już niemożliwie
i doczekać się nie mogę
spotkania z Tobą kolejnego.
kiedy to w wir ciał znów popadniemy,
obdarzymy się serią namiętnych pocałunków…
Teraz przyjdzie mi tkwić noc całą w bezludnym pokoju,
sama jak palec będę wypatrywać Cię na horyzoncie.
sen będzie snem tylko, a nie dalą bezkresną,
gdzie ty z uśmiechem na twarzy czekasz..
Dziś szczęście nam zostało ogromne dane,
ale teraz osobno, każde w inna świata stronę podążyło.
siedzę tak i myślę, zastanawiam się chmurnie,
dlaczego gdy noc jest i fantazji najwięcej,
nas najmniej jest, a nawet nie ma nas wcale?
pytam i cisza, bo tak być musi…
w sercu nadzieja mi tylko została,
ze kiedyś gdy noc będzie i my się staniemy
i sen będzie wspólny, udo przy udzie,
oddech z jednego powietrza czerpany…

Opublikowany w INNE | Otagowane: | Zostaw Komentarz »