Kompot sliwkowy

Archiwum z październik, 2007

SIP

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 30 październik 2007

Na centralkach dziś znowu robiliśmy mostek konferencyjny, a własciwie, to Klops robił, zdecydowanie udzielił mi się spodziewany od jutra długi weekend.

Pół dnia przespałam. Ostatnio sen to jedyne zajęcie na nudę, ale również ostatnio coraz częściej nudzi mi się to zajęcie. Wieczorem, znowu z nudów, zajęłam się wreszcie przygotowaniami do pisania pracy na seminarium. Po przeczytaniu pięciu prac magisterskich z tematów pokrewnych do mojego, jestem w stanie powiedzieć kto, od kogo przepisał, które zdania i w jakich zdaniach zmienił szyk lub ewentualnie jakiś wyraz. Wiem też, że ciężko będzie sklecić dwadzieścia stron jakichś logicznych myśli, a w moim temacie o rysunki raczej ciężko. Poza tym zastanawia mnie druga część mojego tematu, mianowicie „[…] w sieciach bezprzewodowych”. Wszystko co przeczytałam dzisiaj, a trochę tego było, dotyczyło sieci w ogólnym rozumieniu i szczerze mówiąc nie wiem, czemu w temacie podkreślone jest to, że chodzi o sieci bezprzewodowe. Czuję, że będzie trzeba o to zapytać. Chyba, że może wy wiecie czym się różni SIP w sieciach bezprzewodowych a w zwykłych? Pociesza mnie jednak znalezione anglojęzyczne forum SIPowskie, na którym odpowiedzi udzielają ludzie z wiedzą w tym temacie w małym palcu.

Opublikowany w INNE | Otagowane: | Komentarzy: 2 »

Piesek Leszek i Kordzikowo 5.5

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 29 październik 2007

O poranku, około 11:20 zaczęliśmy wykład, jak zwykle spóźniony, jak zwykle ‘pytanie jest takie’ i ‘o tym trzeba pamiętać’. W przerwie totalne zamulenie powodowane białym trzybitem i czekoladą z automatu. Laborki z transmisji danych wyjątkowo niesprecyzowane. Generalnie nie wiadomo zbytnio o co chodzi, co jest na płytce i po co, wiemy, że mamy nacisnąć przycisk, zrobić pamiątkową fotkę i można jechać do domu. A powrót do domu wyjątkowo śmieszny już od samego wyjścia z sali :)

Popołudnie minęło mi na zakupach, wreszcie jakiś porządnych. mam nadzieje, że starczy mi na kilka obiadów. Dzisiaj usmażyłam sobie rybki, na które ochota chodziła za mną od zeszłego tygodnia. Jeszcze dwa pstrągi zostały na jutro, więc można powiedzieć, że w sliwkowej kuchni panuje wszechogarniająca radość :)
Wieczór miał być nudny i marudny z okazji zniechęcenia Klopsa do jakichkolwiek aktywności psychoruchowych, jednak udało się skombinować spotkanie, wpakować Klopsa i Radzieja w matrixa i wywieść ich do Oknovidu. Kordzik czekał juz z napojami i chipsami i kawałkiem muzyki. Niebawem przyjechał też Skinner, co razem tworzyło co najmniej głupawe towarzystwo :) Zabraliśmy się za oglądanie filmików z ostatniego spotkania. Klops zyskał nowy przydomek – piesek Leszek :) Filmiki są pociśnięte jak nigdy, więc było się z czego pośmiać. W międzyczasie obejrzeliśmy Wspólną i we fragmentach Majewskiego. Skinner się zwinął, a my dowiedzieliśmy się jak runęło WTC, że wcale nie jakiś tam ogień tylko bomby były podłożone, a w pentagon, czy coś tam walnął nie samolot, a wielka kulista kupa. Przed wyjściem zapodaliśmy Pieska Leszka i znowu płakaliśmy ze śmiechu :) To nie jest normalna bajka :)

Na koniec mam pytanie: widział ktoś może kiedyś mojego współlokatora w ciągu ostatnich dwóch tygodni? bo ja nie o_0

Opublikowany w kordzikowo, mitting | Zostaw Komentarz »

Mesio, Osielsko i Stara Babcia

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 25 październik 2007

Poranek był dosyć długi. Krowiec z Lewym wcześniej wyszli, by iść na zajęcia, a my się wygrzebaliśmy gdzieś półtorej godziny później. Posprzątaliśmy wszystko co rozsypane i obejrzeliśmy odcinek Miodowych Lat. Kordzik odwiózł nas na Wyżyny.

W domu szybko zrobiłam sobie jakiś obiad i zaraz po nim miałam się położyć spać, ale mamina zadzwoniła i już nici z pospania. Okazało się, że Ciechocinek zaraz przyjeżdża i że w sumie już wczoraj to wiedziałam, tylko nie miałam głowy do spamiętania :) W każdym bądź razie musiałam szybko ogarnąć mieszkanie i siebie, zaraz Krzysiek zadzwonił pod drzwiami, zjedliśmy obiad i pojechaliśmy do Osielska. Wyjątkowo długo zastanawialiśmy się nad pozytywnymi aspektami kwiatków na granicie i innych dupereli dzięki czemu wpadliśmy w sam środek największego korka na ulicach.

Pozdrawiam Głowe, który przechadzał się kilka razy obok nas na Wyszyńskiego :) W domu znowu brak odpoczynku. Szybka kawka, ciasteczko i pożegnanie się.

Wsiadłam w autobus i pojechałam do Starej Babci. Klops siedział sam popijając piwko, a podobno mieli być dziś, cytuję, ‘wszyscy’. Dopiero po jakimś czasie przyszli spóźnieni Danzel, Olis i Nelson.

Prowadziliśmy rozmowy na bardzo wysokim poziomie, co w sumie jeszcze aż tak nam się nigdy nie udzieliło. Nad wszystkimi tematami górowała polityka, a szczególnie stan służby zdrowia i brak dobrych jakościowo darmowych zębów :)

Dan: myślisz, że moje oczy są wolniejsze od światła?

Klops: trzeba zdawać u was egzaminy?
Dan: nie, nie, nic nie trzeba

Dan: ale pyde masz z przodu! ja takiej nie mam

Klops: mi się podoba w Polsce
Nelson: brałeś coś?

Poza tym Klops tłumaczył studentom prawa jak zapisać rekordy do bazy MySQLa :)

Na koniec udaliśmy sie na małe żarełko do Kebab Burgera. Ja juz podziękowałam za jedzenie po wczesniejszych dwóch obiadach i cieście. Tym razem tematy zeszły na najbliższe możliwe spotkania i zabawy. może uda nam się sprowadzic Danzela na impreze UTP :)

Za mało reportażu i zdjęć? Zobacz więcej.

Opublikowany w mitting | Komentarzy: 2 »