Kompot sliwkowy

Archiwum kategorii ‘praktyki&work’

WROCŁAW

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 23 październik 2009

DSCN1136IMG_2389
Wrocławia lepiej nie poznawać od kuchni. Lepiej przyjechać tam, obejrzeć zabytki, poszwendać się po kościołach i obejść wszystkie mosty, a w wolnych chwilach szukać krasnali. My nie patrzyliśmy na zabytki. Chodziliśmy od jednej kamienicy do drugiej -gdzieś na Ostrowie, za Starą Odrą, czy gdzieś między dworcem a Legionami. Chodziliśmy z wielką uwagą, usiłując nie wdepnąć w popsie zawijasy zalegające grupami na chodnikach.
Jednym z ciekawszych elementów Wrocławia są przejścia dla pieszych. Zdecydowanie jest to wytwór szalonego komedianta, który prawdopodobnie czyha gdzieś za rogiem i zrywa boki ze śmiechu. Nie uświadczysz w tym mieście przycisku przy pasach przyspieszającego nastanie zielonego światła dla przechodniów. Wrocławianie już się nauczyli i całymi watahami przechodzą na czerwonym, ale turyści stoją minutę, dwie, trzy i czekają. Wreszcie, jak zielone światło się z łaską zapali, to człowiek dobrze nogi na pasach nie postawi, a już zielone mruga i wnet czerwone się pojawia. Tam się po prostu żyje szybciej, nie ma czasu na spacery i bydgoskie przyzwyczajenia…
Tydzień, a w sumie dwa tygodnie czasu we Wrocławiu zmuszają do korzystania z komunikacji miejskiej. Na pieszo wszędzie daleko, więc NIESTETY byliśmy zmuszeni do łapania tramwajów. Autobusy ze swoimi dziwnymi trasami w ogóle nie kwalifikowały się do podróżowania po mieście. Wrocławianie jeszcze nie wiedzą co to jest schemat sieci komunikacji miejskiej, w związku z czym trzeba sie domyślać jaki tramwaj jedzie w jaką stronę, trzeba dużo obserwować, kombinować, najlepiej robić notatki. A mimo notatek i tak łatwo zabłądzić, bo tramwaje jeżdżą nadspodziewanie nielogicznie. Pomyślałbyś, że tramwaj jedzie od punktu A, przez punkt B, do punktu C i wraca, ale czyż niebyło by to za proste? Okazuje się, że zdecydowana większość tramwajów jeździ od punktu A, przez punkt B, do punktu C w jedną stronę, natomiast w drugą już jedzie przez jakiś punkt D, który jest w zupełnie innej części miasta. Do tego w niektórych godzinach tramwaj jeździ inna trasą niż “zazwyczaj”. Nie spodziewaj się także, że jadąc tramwajem z jednego punktu do drugiego w poniedziałek, powtórzysz to samo, tym samym tramwajem we wtorek. Oj nie, nie. A jak już wszystko idzie po twojej myśli i jesteś pewny, że siedzisz we właściwym tramwaju, to kierowca przeprasza pasażerów mówiąc, że się zapomniał i pojechał gdzie indziej. SIC!
Wrocławianie również nie wiedzą, że turysta odwiedzający miasto nie ma biletu miesięcznego i kupuje bilety jednorazowe. A zakup taki jest nie lada sztuką! Najprościej byłoby kupić bilet w kiosku nieprawdaż? Ale pojęcie kiosku we Wrocławiu jest czymś zupełnie inaczej rozumiane niż np. w Bydgoszczy. Na próżno szukać wolnostojących zielonych RUCHów, czy czerwonych Poldi. Na całym wyjeździe widziałam tylko jeden taki wytwór. Kiosk we Wrocławiu, stanowią saloniki prasowe powtykane gdzieś miedzy sklepy. Skoro jednak są takie sklepy z biletami, to w czym problem? Ano w tym, że biletów tam nie ma, chociaż napis na drzwiach mówi co innego. Alternatywą dla saloników prasowych są automaty z biletami dumnie prężące się na nielicznych przystankach. Jeżeli trafimy juz na taki bajer, to tylko połowa sukcesu. Pełny sukces osiągamy tylko, jeżeli mamy odliczone 1,20 lub 2,40. Jeżeli mamy 1,50 w trzech 50groszówkach, to dupa. Automat ani nie wydaje biletu nadpłaconego, ani nie wydaje reszty. Ostatnią deską ratunku jest kierowca. Kiedy chcesz kupić bilet o godzinie 19:30, to kierowca mówi, że JESZCZE nie ma biletów. I faktycznie ma prawo nie mieć, bo napis w tramwaju głosi “Sprzedaż biletów u kierowcy po godzinie 20:00″. Z tymże chcąc kupić bilet o godzinie 20:15 kierowca mówi, że JUŻ nie ma biletów. Paranoja!

Opublikowany w praktyki&work | Komentarzy: 4 »

WROCŁAW

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 9 październik 2009

…czyli pierwsze kroki w nowej pracy. Pierwszy nocleg w Brzegu, pozostałe trzy we Wrocławiu. Generalnie poddasza lub ich brak, ale także dwie kamienice w całości i z lokatorami. Z ciekawszych wydarzeń, to wyłamywanie drzwi łomem, zgraja martwych ptaków, upiorne patio, zwłoki zawiniete w dywan, mecz siatkówki ogladany na telebimie oddalonym o kilka kilometrów, “nie wchodzić – grozi zawaleniem”, pączki z adwokatem i wiecznie strajkujące urządzenie pomiarowe. Na wieczorny cel obraliśmy sobie pokaz najwiekszej fontanny w Europie. Kiedy wreszcie udało nam się znaleźć troche czasu, przedarliśmy sie tramwajem przez całe miasto, wypatrując kanarów przebranych za niepozorne babcie. Na miejscu okazało sie jednak, że mimo, że pokaz powinien sie odbyć – się nie odbył. Na szczęście uatrakcyjniliśmy sobie wyjazd poszukiwaniem skrzatów ulicznych i wieczornym spacerem gdzieś po Ostrowie.
w1w2w3w4w5w6w7w8w9w10w11w12w13w14

Opublikowany w praktyki&work, wyjazdy | Zostaw Komentarz »

:))

Opublikował/a kompotsliwkowy w dniu 19 maj 2009

przewiert (1)przewiert (2)przewiert (3)przewiert (4)przewiert (5)przewiert (6)przewiert (7)przewiert (8)przewiert (9)przewiert (10)przewiert (11)przewiert (12)

Opublikowany w praktyki&work | Komentarzy: 2 »